środa, 6 września 2017

06.09.17


Wakacje lecą przeraźliwie szybko. Bardzo spodobało mi się chodzenie do pracy i wcale nie chce mi się wracać w październiku na studia. Ale przynajmniej wiem, że Architektem chcę być! :) Cieszę się, że dwa lata temu podjęłam właściwą decyzję. Wiem, kolejny raz o tym wspominam. Wiem, że ciągle o tym myślę. Już zauważyłam, że lubię wracać do przeszłości, w te złe i te dobre momenty. Warto być wdzięcznym, ale też trzeba żyć teraźniejszością. Muszę nad tym popracować. Wiem. Znowu filozofuję.

Rysunek - kolejny szkic zrobiony w podróży. Lubię ostatnio taki styl - luźne szkicowanie. Jest prostsze i szybsze, i urocze, choć tu nie każdy musi się ze mną zgadzać. Od zawsze lubiłam rysować kobiecą twarz i sylwetkę, wyidealizowaną, jak z modowych ilustracji. Dawniej bardziej się przykładałam. Poświęcałam kilka godzin na jeden portret. Już od jakiegoś czasu stałam się leniuchem. Na co dzień architektury też nie rysuję. Dlatego na razie nie wyobrażam sobie powrotu na studia na rysunek odręczny. Może nie jest tak, że nie mam czasu. Chciałabym robić mnóstwo innych rzeczy, przez co rysuję praktycznie w ogóle.

wtorek, 29 sierpnia 2017

Majówka 2017 #2

Historię majówkowej podróży zakończyłam na przekroczeniu granicy ukraińsko-rumuńskiej. Piechotą przekroczyliśmy teren ziemi niczyjej zdążając do Syhotu Marmaroskiego.


Pierwszym punktem do zwiedzenia było Miejsce Pamięci Ofiar Komunizmu i Ruchu Oporu Sighet, mieszczące się w dawnym więzieniu Sighet. Nie jestem fanką historii, jednak kto się interesuje takimi tematami z pewnością będzie zachwycony. Znalazł się tam nawet akcent polski, w końcu komunizm dotknął i naszą historię.

To co szczególnie chcieliśmy zobaczyć to Wesoły Cmentarz w miejscowości Sapanta. Dla większości zwiedzanie cmentarza w podróży wydaje się dziwne, ale czytelniku, jak zobaczysz zdjęcia, zrozumiesz o co chodzi. Wesoły Cmentarz to wyjątkowe miejsce. Znajdują się tam drewniane, kolorowe nagrobki, z namalowaną sceną z życia zmarłego - niekoniecznie wesołą. Całość robi niesamowite wrażenie, dlatego przyciąga wielu turystów. Stąd wstęp na Cmentarz jest płatny.


 

Wróciliśmy do Suhotu i dalej zamierzaliśmy dostać się do najdalszego celu, tj. Baia Mare. I tu zaczęły się problemy z transportem. Nie dostaliśmy się do ostatniego jadącego busa. Oznaczało to, że jedynym sposobem, by dostać się do Baia Mare było łapanie stopa. Musieliśmy złapać za karton i stać z nadzieją, że ktoś się zatrzyma i przygarnie naszą czwórkę. Nie chcieliśmy się rozdzielać, i mimo naszej niesprzyjającej liczby, dość szybko znaleźliśmy chętnych, miłych chłopaków. Pierwszy raz jechałam stopem, dlatego też zaliczam to do przygody. Ważne, że wszystko skończyło się dobrze. Dojechaliśmy w dobrym towarzystwie, prawie na czas, do Baia Mare – miasta z pięknymi widokami.

Oprócz zwiedzania samego miasta, poszliśmy do Muzeum Etnografii i Sztuki Ludowej. Miejsce to jest dość ogromne. Ponieważ znajduje się na wzniesieniu, mogliśmy też zobaczyć widok na centrum miasta. Nie omieszkaliśmy do tego odpocząć dłuższą chwilę, gdzieś tam w zakątku - w końcu lekkie zmęczenie dawało się we znaki.




Byliśmy również na wieży Stefana. Szczęście, że byliśmy w odpowiednim miejscu i o odpowiedniej godzinie, by móc na nią wejść i móc podziwiać miasto z wysoka.

Będąc w Baia Mare mogliśmy "bardziej" odpocząć chodząc bez bagażu i bez pośpiechu. Bardzo miły był ostatni, ciepły wieczór na rynku Baia Mare. Następnego dnia odbył się wielki powrót do Polski - dosłownie cały dzień w podróży.

Rumunia zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Całkiem inaczej sobie ją wyobrażałam, tymczasem okazała się ładnym, dobrze rozwiniętym i przyjaznym krajem, mimo, że spędziłam tam 2 dni.




Moje wrażenia po podróży? Zdecydowanie zostanie mi w pamięci. Był to wyjątkowy czas dla mnie. Trip, przynajmniej dla mnie, wyczynowy. W większości chodziliśmy ze swoim bagażem, stale przenosiliśmy się z miejsca na miejsce. Spotkaliśmy ciekawych ludzi. Podróżowanie sprawia, że nabiera się większej odwagi i zaufania.  Spróbowałam tradycyjnego jedzenia (a dla mnie to ważna część każdej podróży, cóż, lubię jeść ;)) Odwieczną prawdą jest, że podróże kształcą J Niesamowity jest dla mnie też moment powrotu, przekraczania granicy, ponowne postawienie stopy w swoim kraju. To co jest fajne w podróżowaniu, to właśnie to, że wracając, można zdać sobie sprawę, że Polska też jest piękna. To jest kraj, do którego zawsze chcę wracać J Co więcej, byłam z siebie dumna, za ukończenie tego tripa.

Było niesamowicie. Także dziękuję moim znajomym za zorganizowanie świetnej podróży!


fot. M. Stobierska

sobota, 5 sierpnia 2017

05.08.17


Robię kawę i siadam to odsysania myśli. Pisanie farmazonów nie raz jest dobre, żeby odpocząć. Możecie nie rozumieć, nie wiedzieć co mam na myśli. Dla fanów Harry’ego Pottera – pisanie tych bzdet to moja myślodsiewnia.

Spędzam czas w domu rodzinnym, i nie robię nic konkretnego. Cisza i spokój. Wakacje. Już nie przejmuję się tak jak kiedyś, czy tracę czas czy nie. Pozwalam sobie odpoczywać nic nie robieniem, gdyż na co dzień pracuję – 8 godzin przed komputerem.

Dokładniej o pracy. Ponad miesiąc temu udało mi się znaleźć pracę w biurze projektów. Miałam pierwszą poważną rozmowę o pracę. Wreszcie robię coś co przybliża mnie do zawodu. Mogę zobaczyć jak wygląda praca architekta ‘od środka’. Wiele rzeczy jeszcze nie wiem. Dużo się dopiero uczę. W końcu praktyka to najlepszy sposób nauki.

Dla mnie praca to niesamowity komfort psychiczny. W końcu kiedyś trzeba dorosnąć. Jestem z siebie dumna, że sama znalazłam pracę, czego kiedyś nie mogłam sobie wyobrazić. I najlepsze jest to, że póki co, podoba mi się to co robię. Cieszę się, że tak się potoczyło, jak się potoczyło. Nie chciałabym codziennie rano wstawać i narzekać, że muszę chodzić do pracy. Teraz tak nie jest i mam nadzieję, że nie będzie. Jest DOBRZE i niech będzie jeszcze lepiej jak może! Z pewnością każdy już zna te krążące wszędzie zdanie:


„Wybierz pracę, którą kochasz, i nie przepracujesz ani jednego dnia więcej w Twoim życiu”

I prawda jest taka, że większość marzeń spełnia się samemu. Większość. Bo nie wszystkie. Szczęście też się przydaje. Szczęście, przypadek, przeznaczenie ... Można wierzyć lub nie.

/Rys.: Maj. W drodze do Warszawy. Wykorzystałam czas w podróży pociągiem. Wyciągnęłam kartkę i ołówek. Szkicowałam/

czwartek, 27 lipca 2017

Plener malarski

W ramach studiów, zaraz po skończonej sesji, zaczęłam obowiązkowe praktyki malarskie. Malowaliśmy akrylami, w różnych punktach Krakowa. Poniżej moje "wytwory".

#1 Dzielnica Kazimierz


#2 Kładka Ojca Bernatka



#3 Cricoteka - Muzeum Tadeusza Kantora



#4 Muzeum Inżynierii Miejskiej



#5 Park Jordana



Osobiście, chyba dalej preferuję ołówek :)

niedziela, 16 lipca 2017

Rysunek odręczny - 2. semestr

Nadszedł czas podsumowania Rysunku Odręcznego z 2. semestru. Także przedstawiam, co rysowałam w ramach tego przedmiotu.

1. Przystanek - narysowany na podstawie dokumentacji.



2. Wieża kościoła św. Anny - rysowany podobnie jak rysunek wyżej, jednakże było to zadanie bardziej  skomplikowane, ze względu na większą ilość detali.



3. Szkice postaci


4. Wnętrze AGH - standardowo, co roku, studenci PK rysują wnętrze głównego holu Akademii Górniczo-Hutniczej. 


5. Klauzura - znak plastyczny w przestrzeni. Rysowany z wyobraźni, składający się z min. 3 różnych prostych brył.



Oprócz rysunków ołówkiem, które umieściłam, zaczęliśmy malować akrylami. Uczyłam się mieszania barw, by później wykorzystać tę umiejętność podczas malowania wnętrza Klasztoru Dominikanów, czy Placu św. Marii Magdaleny.

Sama teraz mogę zauważyć, że rysunki w tym semestrze były już bardziej zaawansowane niż te w poprzednim, a zarazem przyjemniejsze. Robi się coraz ciekawiej :)

wtorek, 11 lipca 2017

Majówka 2017 #1

Kolejny semestr zakończony już oficjalnie. Przyszedł ten czas, którego oczekiwałam z niecierpliwością. Teraz została już tylko realizacja jakiś tam planów, które wyznaczyłam sobie na te wakacje. Skromne, ale jednak. Żeby tylko nie leżeć wieczorami na niewdzięcznej kanapie.

Pora trochę cofnąć się w czasie. I opowiedzieć o tegorocznych podróżach. To może po kolei. Na pierwszy strzał majówka, czyli podróż na Ukrainę i Rumunię na kilka dni. Wybrałam się tam z przyjaciółmi. Dotąd nie podróżowałam za wiele, jednakże i tak mogę powiedzieć, że była to moja pierwsza tego typu podróż – z dużym plecakiem trekingowym, z ciągłym przemieszczaniem się z miejsca na miejsce, z noclegiem co noc w innym miejscu (no prawie).

Lwów
Nasz pierwszy przystanek. Przejazd pociągiem z Przemyśla prosto do Lwowa. Tam zakwaterowanie i ruch w miasto. Nie mieliśmy wiele czasu, więc nie miałam okazji zobaczyć go w pełnej klasie. Podobno Lwów jest bardzo piękny, tymczasem udało mi się zobaczyć tylko lub aż piękny rynek. Reszta nie była tak zachwycająca. Ukazały mi się zaniedbane budynki i wielka ilość śmieci. Ale nie chcę urągać temu miastu. Po prostu nie było wystarczająco czasu. Jednak udało się nam zjeść dobry obiad, napić się piwa, posłuchać dobrej muzyki w klimatycznej knajpie Pravda z piwem, a potem długo spacerować po Lwowie (trochę błądziliśmy), by w końcu dotrzeć na mieszkanie.


Pylypec
Następnego dnia wybraliśmy się do Pylypca, małego turystycznego miasteczka na Zakarpaciu. Sama podróż pociągiem była ciekawym przeżyciem. Na miejscu nie obyło się bez małych problemów z zakwaterowaniem. Na szczęście wciąż mieliśmy gdzie spać, w dobrej cenie, z kolacją i śniadaniem. Co do jedzenia, było to całkiem co innego niż jem normalnie. Na co dzień staram się jeść zdrowo, dużo warzyw, owoców, chudego mięsa etc. Natomiast ukraińskie jedzenie jest bardzo ciężkie i tłuste, co od razu pokazało się na mojej cerze. Zostaliśmy ugoszczeni m.in. zupą serową i kaszą gryczaną z masłem, czego nigdy w życiu nie jadłam. Prawdą jest, że podróże kształcą. Warto jest zobaczyć inną kulturę, inną mentalność, inne jedzenie. Tam na Zakarpaciu, można by powiedzieć, że ludzie żyją beztrosko, z dala od facebooka, instagrama, z dala od głupich, wymyślnych, trywialnych problemów. Żyje się inaczej. Przynajmniej takie miałam wrażenie. Wracając do tematu, głównym obiektem do zobaczenia w Pylypcu był wodospad Szept. Miejsce piękne. Z resztą jak każde łono natury.




Mukaczewo
Dalej z samego rana pojechaliśmy słynną marszrutką do Mukaczewa, gdzie celem do zobaczenia był Zamek Palanka. Według mnie jest to miejsce ładniejsze niż Wawel. Ale może dlatego, że krakowski zamek widziałam już z milion razy. Ten mukaczewski znajduje się na wzgórzu, więc mogliśmy zobaczyć piękne widoki wokół, razem z rumuńskimi Górami Marmaroskimi.
Jak zwykle na Ukrainie mogliśmy znaleźć tanią restaurację. I za niecałe 13 zł mogłam uraczyć się kawą, barszczem ukraińskim i dużą porcją tradycyjnych pielmieni.



Dalsza podróż to już przejazd autobusem z Mukaczewa do miejscowości Sołotwyno. Zrobiliśmy przerwę na obiad w ślicznej restauracji jeszcze na ukraińskiej stronie, gdzie zauroczyłam się rumuńskim kukurydzianym chlebem. Dalej ruszyliśmy już piechotą na przejście graniczne. I tak przeszliśmy mostem nad Cisą, ziemią niczyją, na Rumunię, do Syhotu Marmaroskiego.

Dalsza historia następnym razem.

fot. M. Stobierska

piątek, 23 czerwca 2017

23.06.17


Dawno mnie tu nie było. A to pewnie za sprawą uczelni. Chociaż jeśli się chce, to czas zawsze się znajdzie. W każdym razie od czasu ostatniego posta wiele się wydarzyło. Były podróże tu i tam. Kiedyś je opiszę.

A dziś wpis bardziej dziennikowy. Kolejny semestr się kończy. Zaczyna się sesja, egzaminy. Właśnie jestem w trakcie nauki i robię wszystko, byle tej nauki uniknąć. Piję kolejną kawę, która raczej nie pomaga. O tyle dobrze, że egzamin nie wydaje się być trudny. Ogólnie Architektura nie jest zbyt stresująca, w porównaniu z Budownictwem, o czym już kiedyś wspominałam. Ale to teraz, a może być różnie, więc lepiej nie zapeszać. Generalnie jest dobrze. Jak na razie wszystko wydaje się układać. Nawet życie zawodowe, które zaczynam, czy takie sprawy jak miejsce zamieszkania i przyjaciele. Mam nadzieję, że będzie tak dalej. 

W tym roku, moje pierwsze wakacje spędzę całkowicie poza domem. Zostaję w Krakowie, zobaczę jak wygląda to miasto bez ogromnej rzeszy studentów. Może uda mi się zwiedzić go bardziej, mając wolne od uczelni?

Powyższe rysunki już trochę dawne. Czas tak szybko leci, a wydaje się, że dopiero je zrobiłam. Są to moje pierwsze szkice tuszem. Dzięki studiom miałam okazję go poznać. Także wklejam takie moje wypociny.

Follow

Popular Posts

Recent Posts

Text Widget

O mnie

Studentka Architektury na PK
Obsługiwane przez usługę Blogger.